Maja, Ciepik i instrukcja na złość
Opowieść z serii o Bebokach — małych śląskich potworkach, które pomagają dzieciom oswajać trudne emocje. Maja zbudowała wspaniałą Bazę, ale kiedy brat wchodzi do niej bez pytania, w dziewczynce wybucha ogromna złość. Na szczęście pojawia się Ciepik — Bebok od gorących emocji i instrukcji bezpieczeństwa na wypadek wybuchu.
Opowieść o złości
Maja stanęła w drzwiach pokoju i spojrzała z zadowoleniem na swoje dzieło: to była największa i najlepsza Baza, jaką udało jej się do tej pory zbudować.
Użyła wszystkich poduszek z salonu oraz tych wielkich z ogrodowej kanapy. Do tego sprytna konstrukcja z krzeseł przytrzymywała dach zrobiony z aż czterech rozciągniętych narzut i koców. A w środku? W środku jej kryjówki był prawdziwy salon ze stoliczkiem i krzesełkiem, gdzie można było porysować albo pokolorować obrazki z kotkami oraz sypialnia z materacykiem idealnym na drzemkę w świetle lampki – jednorożca. Był też mini – bufet, gdzie Maja ukryła słoik z ciastkami, ogród z jej ulubioną doniczkową roślinką, salon piękności zawierający jej wszystkie ozdoby do włosów i lusterko, a nawet oddzielny pokoik dla jej ulubionego pluszowego królika.
Baza powstawała wczoraj cały dzień. Dziewczynka zrobiła ją całkowicie samodzielnie, co napawało ją ogromną dumą. W końcu nie każda sześciolatka ma takie talenty konstrukcyjne, prawda? Teraz Maja ucałowała króliczka na do widzenia i ustawiła przed wejściem do pokoju wielki znak z kartonu z napisem:
ZAKAZ WSTĘPU LUDZIOM, CO MAJĄ WIĘCEJ NIŻ 6 LAT
To, ma się rozumieć, najbardziej miało dotyczyć jej ośmioletniego brata, Kuby. Kuba siedzący w jej specjalnej, tajnej, ulubionej Bazie – tego Maja by nie zniosła! Brrr! Otrząsnęła się na samą myśl. Poprawiła jeszcze dwie poduszki i zbiegła do wyjścia – zaraz z tatą rusza do przedszkola. Do swojej kryjówki wróci po południu, może nawet jeszcze ją rozbuduje!
Ale Kiedy wróciła, pierwsze co zobaczyła to to, że z jednej strony dach jej Bazy przesunął się i nie wyglądało to ładnie. A po chwili ujrzała także to, że jej słoik został odnaleziony i prawie wszystkie ciasteczka zjedzone. Kolejną rzeczą, jaką dostrzegła, były gigantyczne stopy wystające z jej ukrytej sypialenki!
Kuba!!! Tego Mai było już za wiele! AAAAAAAAAAAAAAAARRRRRRRGH!!!
Maja w momencie poczuła:
Ścisk w brzuchu.
Falę gorąca, idącą bardzo szybko od brzucha w górę jej ciała.
Gorąco w piersi.
Gorąco w gardle.
Gorąco w buzi.
Gorąco w oczach.
Gorąco w głowie.
Zacisnęły jej się zęby.
Zacisnęły jej się dłonie.
Krzycząc, rzuciła się na brata z pięściami. Miała ochotę go bić, kopać, a nawet gryźć.
Kuba na szczęście uniknął ciosów. Błyskawicznie wypadł z pokoju dziewczynki z chichotem, co rozjuszyło ją jeszcze bardziej. Usłyszała jeszcze, jak brat skarży się na nią mamie, ale już zupełnie nie była w stanie usłyszeć, co mama do niej woła z dołu. Wciąż z krzykiem miotała się po pokoju.
Po chwili opadła na podłogę i zobaczyła, co narobiła.
Cała Baza była zrujnowana.
Kiedy Maja, goniąc Kubę, kopnęła krzesło – cały dach kryjówki się zawalił. Potem przewróciła kwiatek i wysypała się z niego ziemia. A dalej już poszło…
Potrącona lampka z jednorożcem zleciała na podłogę i wypadły z niej baterie. Kolorowanki leżały całe pogniecione, poduszki porozrzucane, a spinki i gumki do włosów wysypały się wszystkie pod łóżko..
Maja była w rozpaczy. Rozpłakała się.
Pochlipując, próbowała rozprostować kartki, pozbierać spinki. Sięgnęła ręką pod łóżko i – wtem! – chwyciła coś miękkiego.
– Ajć! – nie tak mocno! Nie ciągnij! Już wyłażę! – odezwało się coś spod łóżka. I wylazło.
Maja aż podskoczyła z wrażenia na widok tego, co stanęło właśnie przez nią. Ale nie bała się. Musicie wiedzieć, że mało co jest w stanie przestraszyć dziewczynkę, mającą starszego o dwa i pół roku brata.
– Cześć, jestem Bebok Ciepik! – stworzonko przedstawiło się.
Było prawie tak duże, jak Maja i całe pokryte czerwonym futerkiem. Miało pomarańczowe oczy żarzące się jak dwa ogniki i uszka w kształcie dzióbków od czajnika. Na sobie zaś nosiło koszulkę z błyskawicą, jak jakiś superbohater.
– Bobo Czepek? – dziewczynka rozdziawiła buzię ze zdziwienia. Bebokowi poszła para uszami, ale uśmiechnął się i powtórzył spokojnie:
– Bebok. Taki potwór. Na imię mi Ciepik. Bo czasem się złoszczę, a złościć się, to po śląsku można powiedzieć: ciepać się. Ty chyba też się właśnie złościsz, co?
– Tak – Maja pociągnęła nosem.
– Co tu się stało?! – Ciepik rozejrzał się wkoło. – Wiedziałem, że się spóźniłem, ale nie myślałem, że będzie aż tak źle!
– Jak to: spóźniłeś się? Na co? – spytała dziewczynka.
– Miałem ci dać instrukcję bezpieczeństwa. Na wypadek złości. Ale jest już za późno! Wszystko tu zniszczone! DRRRRRRRRRR!!!!!
– Co to? – dziewczynkę wystraszył nagły dźwięk.
– A, to mój licznik czasu. Właśnie minęło dziesięć minut od twojego wybuchu złości. To dobry czas, bardzo typowy. Zwykle złość trwa od siedmiu do dwudziestu pięciu minut – Ciepik spojrzał na swój licznik, wyłączył go i schował do kieszonki w futerku.
– A potem?
– Potem przechodzi. Uczucie gorąca, ścisku i napięcia pomału mija i można już działać spokojnie, rozsądnie i do rzeczy. Czasem można ten czas po prostu próbować przeczekać. A jak tam u ciebie? – zapytał. – Trochę już lepiej?
– Odrobinę. Trochę jeszcze jestem zła.
– Stop! Stop! – Ciepik się poderwał na równe nogi. – Jak ja nie cierpię, kiedy ludzie tak mówią. Maju, nie jesteś zła. To brzmi trochę, jakbyś mówiła o sobie, że jesteś niedobrą dziewczynką, a to nieprawda. Jesteś świetną dziewczynką, która, jak wszyscy, czasem czuje złość.
– No to: trochę czuję jeszcze złość. Na Kubę. I na to, że przez niego Baza się zniszczyła – powiedziała smutno Maja.
– Masz prawo się złościć na Kubę. W końcu wszedł do Bazy bez pozwolenia, prawda?
– Tak! Tutaj przed drzwiami nawet był znak, że mu nie wolno! – dziewczynka znów poczuła falę gorąca i poczerwieniała na buzi.
– Wyraźna granica! Nie powinien był postawić za nią nawet palca! – Ciepikowi również ze wzburzenia aż poszła para z uszu. Twoja złość bardzo słusznie się uruchomiła! Masz bardzo sprawny alarm!
– Alarm? – spytała Maja.
– Tak! Twoja złość to taki alarm. Taki wiesz, jak w banku, albo w sklepie. Włącza się sam, automatycznie, kiedy dzieje się coś złego. U ciebie się włączył, bo ktoś wszedł do twojej bazy bez pozwolenia.
– I teraz jest cała zniszczona! – Maja rozejrzała się wkoło ze smutkiem.
– Przy czym… najwięcej zniszczeń zrobiłaś ty sama, zgadza się?
– No, tak… – dziewczynce napłynęła do oczu solidna porcja łez.
– Kiedy wyje w nas alarm, potrafi zagłuszyć wszystko. Zwłaszcza rozsądek. Eksplodujemy i buchamy złością na wszystkie strony – jak czajnik, co bucha parą. Łatwo wtedy narobić jeszcze większy bałagan, zniszczyć coś, zrobić sobie, albo komuś krzywdę. Dobrze, że ty jesteś cała. Kopniak w krzesło nie bolał?
– Teraz boli – Maja rozmasowała nogę.
– To może przyjmiesz od starego Beboka Ciepika instrukcję bezpieczeństwa, z którą przychodzę? Podpowie ci, jak radzić sobie z buchająca parą, żeby następnym razem nic się nie uszkodziło i nie bolało.
– Chętnie! – na twarzy dziewczynki pojawił się wreszcie lekki uśmiech.
– No to patrz na to! Bebok wyciągnął z kieszeni żółtą metalową tabliczkę z narysowanym z boku piorunem. Wyglądała, jak tabliczki ostrzegawcze na urządzeniach elektrycznych. Było na niej napisane:
INSTRUKCJA BEZPIECZEŃSTWA – ZACHOWAĆ NA WYPADEK ZŁOŚCI
A pod spodem w punktach:
1. NAZWIJ ALARM
2. WYPUŚĆ PARĘ
3. WYRAŹ SPOKOJNIE
– Nic nie rozumiem – zasmuciła się Maja.
– Już objaśniam! Jestem profesjonalnym instruktorem! – Ciepik cały się rozpromienił. – Pierwszy punkt już mamy z głowy: zauważyłaś swój alarm i nazwałaś go: “Czuję złość, bo Kuba wszedł do mojej bazy” – powiedziałaś. To wystarczy na początek. Teraz ta trudna część..
– Czyli, jak mam wypuścić złość, żeby nikt i nic nie ucierpiało?
– Dokładnie! Buchającą parę złości trzeba pomaaaaaaalutku wypuszczać w bezpieczny sposób. Ja mam do tego moje dzióbkowe uszka. Patrz, jaka sztuczka! I wypuścił parę uszkami jak czajniczek.
– A ty możesz wykorzystać na przykład swoją buzię i – PFFFFFFFFFFFFF – wypuszczać nią nadmiar złości. Zrób tak cztery razy: duży wdech nosem i powolne wydychanie przez wąską szczelinę w buzi. Jakbyś chciała coś zdmuchnąć. Albo inny sposób: poskacz, kopnij sobie albo uderz w poduszkę. Tylko w coś miękkiego, żeby żadna noga ani ręka nie bolała! Przebiegnij się, zrób przysiady, potupaj. Ruch uwolni energię twojej złości.
– Sprytne! – Mai spodobały się pomysły.
– To nie koniec sposobów! Możesz też ochłodzić sobie twarz wodą. Albo pognieść i podrzeć jakiś papier. Zobacz ile możliwości!
Maja cztery razy zrobiła głośne PFFFFFFFFFFFFFF i kilka razy uderzyła pięścią w poduszkę. Podskoczyła z obrotem i jeszcze zrobiła kilka susów w przód, tył i do boków.
Pomogło. Zrobiło jej się nieco lżej. Gorące uczucie pomalutku opuszczało jej głowę.
Dziewczynka spytała:
– A na początku powiedziałeś, że mogę też poczekać, tak?
– Tak! Maksymalnie dwadzieścia pięć minut – tak mówi nauka! Po tym czasie alarm milknie i można przejść od razu do punktu trzeciego.
– To co teraz?
– Teraz słyszę, że nadchodzi twój brat. Schowam się tutaj za tobą, pod kocyk, żeby mnie nie widział, a ty powtarzaj za mną… W drzwiach pokoju stanął Kuba.
– Majaaa… – zaczął.
– Kuba! – przerwała mu siostra. I powtarzając podpowiadane słowa Ciepika powiedziała dalej: – Bardzo mnie rozzłościło to, że wszedłeś do mojej Bazy bez pozwolenia. Chcę, żebyś nigdy więcej już tak nie robił. Nie wolno komuś tak wchodzić bez pytania. Zawsze pytaj! A teraz chciałabym żebyś pomógł mi wszystko odbudować.
– Brawoooo, idealnie… – szepnął Bebok spod koca. – Teraz właśnie wyraziłaś swoją złość spokojnie, ale stanowczo. I powiedziałaś, czego oczekujesz. To jest właśnie trzeci punkt instrukcji. Gdyby był z tym kłopot, bo na przykład druga osoba nie słucha, to zawsze w punkcie trzecim możesz poprosić dorosłego o pomoc. Albo Beboka. Gdzie Boroki – tam Beboki, pamiętaj! Maja poczuła dużą ulgę. Nie czuła już złości. Kuba też się uśmiechnął:
– Ja po to właśnie przyszedłem. Chciałem ci pomóc w odbudowaniu Bazy. Bardzo fajnie ci wyszła, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I wygodnie się w niej leżało. A po chwili dodał:
– Chciałem cię też przeprosić. Następnym razem zapytam, czy mogę wejść. A tutaj są moje ciastka – włóż do swojego słoika. Razem odbudowali Bazę. Kuba doniósł swój kocyk i dzięki temu powstał jeszcze większy salon. Teraz to była ich wspólna kryjówka. Powiesili przed nią nowy szyld: BAZA PRZYJACIÓŁ – WSTĘP PO ZAPUKANIU.
A pod spodem INSTRUKCJĘ BEZPIECZEŃSTWA. Na wszelki wypadek.
Niektóre historie kończą się tylko po to, żeby zrobić miejsce następnej.